na scenie oferta/działania wokół sceny wydarzenia

W kulturze instant

28 stycznia 2020

Podobno era teledysków zaczęła się od “Billie Jean” Michaela Jacksona, a wcześniej były tylko nieudolne próby. Lubię czasami dla zmiany perspektywy i odpoczynku dla wzroku pooglądać te stare wideoklipy – są takie… statyczne. Na przykład “House of the rising sun” The Animals rozczula mnie tym bezruchem 🙂 

Bo te współczesne produkcje to jedna gonitwa, ostre cięcia, szybkie przeskoki i zmiany akcji. Cały czas coś się dzieje – nagrania są z kilku kamer, wielu perspektyw, następują szybkie zmiany.

Mam odczucie, że takich teledyskowych atrakcji oczekują obecnie ludzie pojawiający się na wydarzeniach kulturalnych. 

Wszystkiego na być dużo, ma dziać się szybko i interdyscyplinarnie. Ciach – zmiana miejsca i przestrzeni, dekoracji, dyscypliny sztuki. Teraz publiczność nie idzie po prostu na koncert czy na spektakl. To za mało. Oczekuje, że będzie miała dodatkowo szereg innych doznań. 

 

Trafiłam jakiś czas temu na raport, gdzie podano, że Polacy jako główną przeszkodę w uczestnictwie w wydarzeniach kulturalnych wskazali brak czasu. Link tutaj:

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/brak-czasu-wyklucza-polakow-z-dostepu-do-kultury_1

 

To ważny trop. Co to oznacza dla nas, organizatorów? Przede wszystkim dwie rzeczy – po pierwsze, że wiele osób nie trafi do instytucji kultury na organizowane przez nas wydarzenia, bo użyje tego argumentu. Po drugie – jeśli już zechce się “ukulturalnić”, a nie może tego robić regularnie ze względu na brak czasu, wybierze takie wydarzenia, gdzie w krótkim czasie dostanie wiele atrakcji z różnych dyscyplin sztuki, ich zagęszczenie na godzinę i m2. To powoduje, że eventy (“nie cierpię tego słowa” – Smerf Maruda) stają się głównym, a czasami jedynym miejscem styku z jakąkolwiek kulturą. 

Koncert, działania teatralne, wystawa, gastronomia, stoiska sponsorskie – uciekamy w schematy, które wzajemnie powielamy. Dajemy wersję instant. Tak wyglądają praktycznie każde dni miasta, dożynki, pikniki. Tak wyglądają duże festiwale. Odbiorca nie jest skupiony, bo dostaje za dużo bodźców, przez co jakość może też zejść na dalszy plan. Wydarzenia nakładają się na siebie, a że odbiorca chce mieć wszystko, uczestniczy po po trochę we wszystkim, przez co nie daje od siebie uważności i nie bierze dla siebie głębszych doznań.

 

Czasu permanentnie nam brakuje, ale kiedy go już mamy, to nie bardzo wiemy, jak z niego korzystać. Dlatego wzory zachowań z pracy, w tym wzory efektywności gospodarowania czasem pracy, przenoszone są do sfery uczestnictwa w kulturze. (…) Polacy uczestniczą w kulturze tylko wtedy, kiedy mają do czynienia z megawydarzeniami, gdzie zaspokajają wszelkie potrzeby – estetyczne, towarzyskie, kulinarne, turystyczne itd. – w ciągu dnia bądź kilku dni. Udział w wydarzeniu musi się opłacać – ma to być efektywnie wykorzystany czas – to z książki “Nowe praktyki kulturowe Polaków. Megaceremoniały i subświaty” Tomasza Szlendaka i Krzysztofa Olechnickiego. 

 

Czy to dobrze? Przy takiej uniwersalnej ofercie jesteśmy w stanie utożsamić z danym wydarzeniem kulturalnym praktycznie każdego? Ale czy jak coś jest dla każdego, to nie zrobi się dla nikogo?

Kultura ma przed sobą trudny czas – instytucje są uzależnione od kondycji organizatorów, a tym dokładane są dodatkowe zadania bez dodania środków na ich realizację. To tak jak nam – w końcu jesteśmy prawie na końcu tego łańcucha pokarmowego. Pokusa jest ogromna, żeby duże, masowe wydarzenia instant pozostały w programie działalności kosztem mniejszych, kameralniejszych, bo to zagranie nastawione na przychylność mas. Odwagi wymaga rezygnacja lub ograniczenie takich wydarzeń, żeby ocalić mniej komercyjną ofertę.

Może ci się spodobać również...

4 komentarze

  • Odpowiedz fabularasa 29 stycznia 2020 at 16:03

    Tak jest już pewnie wszędzie. Ja mam wrażenie, że na takie „megaceremoniały” przychodzi PUBLICZNOŚĆ a nie ci, którzy chłoną wartości kultury. A że tych pierwszych jest znacznie więcej, to chcąc jako organizator odnieść sukces organizacyjny, sięgamy po rozwiązanie pierwsze. Jednak nie jest to sukces dźwigający kulturę tylko rozmywający granicę między jakością a kiczem, kulturą a chałturą. Niestety, kultura jest dla nielicznych. Nieliczni mają wrażliwość. Nieliczni są otwarci i ciekawi nowych propozycji. Czy można uwrażliwiać ludzi, których percepcja i układ nerwowy nie odbierają częstotliwości subtelnych? Ech, jak bym to chciała umieć zrobić….

    • Odpowiedz Anka 29 stycznia 2020 at 17:15

      Właśnie, żebyśmy nie zaczęli zjadać własnego ogona.

      • Odpowiedz Przemek W. 31 stycznia 2020 at 13:37

        Dlatego ważna jest edukacja kulturalna i działanie na najmłodszych! Efekty będą odroczone w czasie ale będą. Do młodego odbiorcy musimy kierować ofertę by mógł „wzrastać” z nami. Program Bardzo Młoda Kultura miał to na celu. Ale pamiętamy że były z nim perturbacje. W tej chwili chyba wszystko na dobrej drodze. Nie zgadzam się że kultura nie jest dla wszystkich. Kultura jest dla wszystkich. Naszym zadaniem jest ich do tego przygotować.

        • Odpowiedz Anka 31 stycznia 2020 at 21:42

          Edukacja kulturalna byłaby potrzebna na każdym etapie, z tym że zróżnicowana pod kątem odbiorcy. Dużo dobrego o BMK od Ciebie słyszę, to cenne. 🙂

    Zostaw komentarz