inne organizacja poza sceną promocja social media

Nic o mnie beze mnie

13 stycznia 2020

Podobno jeśli czegoś lub kogoś nie ma w Internecie, to to nie istnieje. Jeśli szukamy informacji o zespołach, instytucjach czy osobach nimi zarządzających, to:

  1. sprawdzamy w wyszukiwarce internetowej i w mediach społecznościowych,
  2. “zasięgamy języka” u znajomych,
  3. szukamy w książkach.

Mało kto ma ten zaszczyt mieć swoją biografię w wersji drukowanej, punkt 3. pomijam zatem. O dyrektorach instytucji kultury też poszukuje się informacji – czy są ciekawi we współpracy, jakie mają sukcesy, zainteresowania. O ile w działaniach w tzw. realu zwykle dbamy o to, aby pokazywać się jak najkorzystniej, o tyle już w mediach społecznościowych popełniamy dwa zasadnicze błędy:

  1. nie ma nas w nich,
  2. profile są prowadzone tak kiepsko, że czasami byłoby lepiej, gdyby ich nie było.

 

Dla tych, którzy nie chcą mieć konta w “społecznościówkach”, bo chcą zachować prywatność, mam smutną wiadomość – na stanowisku dyrektorskim w instytucjach kultury to praktycznie niemożliwe. Przykład? Proszę bardzo. Coroczne oświadczenia majątkowe. Nie trzeba być wnikliwym czytelnikiem, żeby z tego jednego dokumentu poznać status materialny, roczne dochody, datę i miejsce urodzenia, stan cywilny, nawet liczbę dzieci. Ewentualną tajemnicą może pozostać numer buta. Niektórzy przyjaciele tyle o sobie nie wiedzą, co obcy ludzie mogą wyczytać z Twojego oświadczenia zamieszczonego w Biuletynie Informacji Publicznej.

Inna popularna argumentacja, jaką często słyszę – “nie chcę, żeby inni oglądali moje zdjęcia z wakacji albo zdjęcia moich dzieci”. A kto każe Ci wrzucać zdjęcia z wakacji? Albo zdjęcia najnowszego obiadu. To Ty przecież zamieszczasz te zdjęcia i Ty decydujesz, co chcesz pokazać odbiorcy.

 

Zacznijmy od tego – czemu ma służyć Twój profil w mediach społecznościowych? Jak chcesz siebie w nich pokazać? Nie mam nic przeciwko zamieszczaniu zdjęć z wakacji, tylko trzeba to robić z głową. Jeśli chcesz je zamieszczać tylko dla znajomych i rodziny, załóż konto prywatne, bez ogólnego dostępu. Jeśli chcesz podzielić się informacją o swoim hobby, dokonaniach, sukcesach – człowieku, chwal się! Nie warto też zdawać się wyłącznie na przypadkowe wpisy innych osób – oznaczanie na cudzych zdjęciach, wpisy na naszej tablicy – warto monitorować treści, gdzie pojawia się nasze nazwisko. 

Pisząc wcześniej o kiepsko prowadzonych profilach, miałam na myśli kilka zjawisk. Zachęcam we wpisach na blogu i podczas warsztatów, żeby dbać o swój wizerunek dyrektora profesjonalisty, osoby z doświadczeniem, merytorycznej, z klasą. Czar pryska po wejściu na profil np. na Facebooku – brokatowe, migoczące kwiatuszki, ziewające pieski, mrugające kotki i tony przekopiowanych linków do nie wiadomo czego, łańcuszki i zdjęcie z wakacji w pozie leniwej kocicy. Czy takie treści chcesz puszczać w świat i być postrzegana lub postrzegany przez ich pryzmat? Sam sobie na to pytanie odpowiedz.

Jeśli uważasz, że warto coś zmienić, zacznij od zdjęcia profilowego i zdjęcia w tle – właśnie, bo ich brak to też nagminne zjawisko. Tak samo niepoważnie brzmi, jeśli np. Janina Kowalska nazywa się Niuniusią albo inną Ja Sią bez nazwiska.

Media społecznościowe to świetne miejsce do promocji wydarzeń i szkoda by było, żeby nie korzystać z tego sposobu. Pomyśl, może konto warto potraktować jako miejsce informowania o własnych działaniach? Zatem też tych w instytucji kultury? Wiesz, oficjalny profil biblioteki, muzeum, czy domu kultury zamieszcza komunikaty, które trafiają do pewnej grupy odbiorców. Nie jest tajemnicą, że np. Facebook tnie zasięgi i przy bezpłatnych postach dociera on do kilku procent lubiących profil. Jeśli na swoim prywatnym, ale ogólnodostępnym profilu także zamieścisz informację, ma szansę dotrzeć do kilku nowych osób. Narzekamy, że młodzi ludzie tylko siedzą w tym Internecie i nie czytają plakatów, ulotek, folderów itp. Będąc członkiem społeczności internetowej, masz świetną okazję dotrzeć do tej grupy odbiorców. Chociaż jeśli chodzi np. o Facebooka, to spotkasz tu wszelkie grupy wiekowe. Tylko pamiętaj o ważnej zasadzie (o zgrozo!) – dużo obrazków, mało napisów. 

Warto też złapać proporcje między treściami własnymi, a udostępnieniami. Trafiają się profile dyrektorów, którzy nie zamieszczają nic własnego. Zrobienie “Udostępnij” bez żadnego komentarza i wypuszczanie w świat tylko takich działań powoduje, że profil jest nieatrakcyjny i same udostępnienia też wpływają na postrzeganie profilu. Warto przekazywać dalej ciekawe treści, niemniej warto przy tym wyjaśnić, dlaczego akurat ten artykuł czy zdjęcie jest warte uwagi. I dawać w głównej mierze własne treści.

 

O portalach społecznościowych można dyskutować długo i zawile. Zachęcam, żeby nie demonizować tej formy promocji i kontaktu oraz wykorzystywać ją do dobrych celów. To niezły sposób na promocję i pokazanie Twojego  spójnego wizerunku jako szefa.

 

Moim miejscom w sieci może daleko do ideału, ale są i nawet przynoszą pewne efekty.

Zajrzyj i polub 🙂

https://www.facebook.com/kulturanaczasieblog/

https://www.instagram.com/ankarudnicka/

Nic o mnie beze mnie.

 

A na warsztaty zapraszam 24 lutego do Świdnicy, będzie m.in. o marce osobistej – zapisy TUTAJ.

 

Może ci się spodobać również...

8 komentarzy

  • Odpowiedz Zuzanna 13 stycznia 2020 at 09:16

    Prawda!! Nie zgodziłabym się tylko z jednym – z tym profilem osobistym bez ogólnego dostępu. I tak będą nas zapraszać ludzie z pracy, z miasta, albo nawet i obcy z całego świata, których coś zainteresuje w naszych działaniach. I za każdym razem będzie dylemat – na ile ten ktoś jest znajomym, któremu chcę pokazać prywatne zdjęcia. Przerobiłam temat i teraz każdemu człowiekowi, który robi zawodowo coś, co chce pokazać światu, polecam traktowanie fejsbuka wyłącznie zawodowo. Kurczę, to jest bardzo ciekawy temat. I wcale nie taki prosty 🙂 Pozdrowienia 🙂

    • Odpowiedz Anka 13 stycznia 2020 at 10:11

      Też jestem za tym, żeby profil służył do promocji spraw zawodowych. Niemniej jestem w stanie tez zrozumieć, jeśli miałby służyć tylko jako platforma do komunikacji rodzinnej i przyjacielskiej. A co do oceny, kto miałby należeć to tego grona – zostawiam własnej ocenie, nie wszystkie zaproszenia trzeba przyjmować, prawda?
      Temat jest szalenie ważny, mocno nieuświadomiony i, jak napisałaś, nie taki prosty.

      • Odpowiedz Zuzanna 20 stycznia 2020 at 12:43

        Tak to prawda, że nie wszystkie zaproszenia trzeba przyjmować, ale mi jest dużo łatwiej od kiedy nie wrzucam zdjęć dzieci, domu, ugotowanego obiadu, sympatii politycznych ( O ZGROZO) etc. Nie mam na fejsbuku treści, którymi nie chcę się dzielić ze wszystkimi i dzięki temu tracę mniej czasu 🙂

  • Odpowiedz WIOLA 13 stycznia 2020 at 09:39

    Tak temat nie jest prosty, ale godny uwagi i rozwinięcia. Cały czas nad tym pracuję i z chęcią skorzystałbym z jakiejś fachowej rady w formie literatury bądź spotkania, szkolenia. Pozdrawiam Wiola.

  • Odpowiedz Przemek 13 stycznia 2020 at 09:59

    Ja co znajomym to publikuje jako prywatne, co innym jako publiczne. Co do wypowiedzi Zuzanny to możesz przecież posegrgować na fb znajomych na bliższych i np. zawodowych.

    • Odpowiedz Anka 13 stycznia 2020 at 10:12

      Są różne szkoły 🙂
      Świetna rada, dzięki!

    • Odpowiedz Zuzanna 20 stycznia 2020 at 12:40

      Możesz posegregować, ale masz wtedy sporo pracy z tym 😉 ja wolę przyjmować wszystkich (no może poza tymi co nie mają zdjęć profilowych lub mają bardzo podejrzane) i profil traktować publicznie. Dzięki temu otrzymałam już kilka propozycji zawodowych. A z prywatnymi znajomymi widuję się w świecie realnym 🙂

    Zostaw komentarz