inne Lifestyle rozwój

Kobiety są z ogrodu, a mężczyźni z garażu

27 października 2020

Robiłam jakiś czas temu ankietę, bo chciałam poznać swoich czytelników. Okazało się, że czytelnik to tak naprawdę czytelniczka, w dość sprecyzowanym wieku, zamieszkująca konkretne miejscowości. Zresztą – tu jest ten tekst, jeśli chcesz go sobie przypomnieć: https://ankarudnicka.pl/ankieta

W ostatnich dniach temat kobiet to najgłośniejsza sprawa w kraju. I choć blog jest o zarządzaniu, planowaniu, organizowaniu dyrektorów instytucji kultury niezależnie od płci, to głównymi odbiorczyniami moich komunikatów jesteście Wy, dziewczyny. Byłoby hipokryzją przemilczanie tego, co się aktualnie dzieje, a wrzucanie zdjęć właśnie czytanych książek i pisanie tekstów jak zintegrować zespół, w takich okolicznościach brzmi głupio i bez znaczenia.

Ponieważ w sprawach kobiet najczęściej wypowiadają się mężczyźni i oni wiedzą na nasz temat najwięcej, to opisana poniżej historia będzie z cyklu tych męskich, bo nic tak nie objaśnia świata mężczyznom jak sprawy, z którymi mają na co dzień do czynienia, a nie rzeczy z cyklu “wyobraź sobie” albo “wczuj się w sytuację”. W myśl zasady – kobiety są z ogrodu, a mężczyźni z garażu – przykład motoryzacyjny.

 

W ciągu ostatniego roku cztery razy ktoś mi wjechał na parkingu w zaparkowane prawidłowo auto. Mam swój ulubiony parking, z którego jest dobry wyjazd właściwie we wszystkich kierunkach w mieście, blisko pracy i z ogromną szansą na wolne miejsce, gdy przyjeżdżam rano. Pomyślisz pewnie – ot, sierota, baba za kierownicą, pewnie stanęła jak jakaś łajza na środku drogi, dopiero zdała egzamin na prawo jazdy*, pewnie sama się o to prosiła, po co stawała na tym parkingu, skoro tam tak “walą” po autach, nie lepiej poszukać innego?

 

Po zgłoszeniu szkody miałam do czynienia z dwoma rodzajami firm, które naprawiały mi samochód i pożyczyły auto zastępcze. Pierwsza miała podejście: proszę się o nic nie martwić, po prostu proszę jeździć, jeśli zdarzy się jakaś stłuczka, to tylko prosimy o telefon, wszystkim się zajmiemy, proszę czuć się bezpiecznie i korzystać swobodnie z samochodu. Podejście firmy drugiej: pani odpowiada za każdą szkodę, a za zgubienie kluczyków, tablic, dowodu rejestracyjnego, kołpaków, breloczka należy się opłata w wysokości miliarda złotych, fotele i kierownica mają być ustawione w pozycji wyjściowej. Itp., itd. Najlepiej nie dotykać tego samochodu, nie jeździć, trzymać pod przykryciem. 

 

Pierwsza firma dała mi komfort w stresującej sytuacji – czułam się bezpieczna, zaopiekowana, nic się nie wydarzyło, ale gdyby tak się stało, mogłam liczyć na wsparcie i zrozumienie. 

Firma nr 2 potraktowała mnie jak potencjalnego przestępcę, który ma zamiar rozbijać się po rowach, niszczyć, psuć i stwarzać zagrożenie. Spowodowała, że na samą myśl, że mam  wsiąść do tego samochodu, jeździć nim, parkować w mieście, gdzie na parkingach nie ma litości dla lakieru przy otwieraniu drzwi, miałam ból brzucha, wizję kolizji na każdym skrzyżowaniu i straceniu prywatnych oszczędności na naprawę czyjegoś samochodu. W myślach przeklinałam, że ponad 20 lat temu zrobiłam to prawo jazdy, bo gdybym go nie miała, to nie byłoby takiej sytuacji.

Tym sposobem byłam podwójnie poszkodowana/ukarana – raz, że miałam uszkodzone własne auto, co powoduje niezłe nerwy, dwa – że byłam obwarowana obostrzeniami za przymus korzystania z czyjegoś samochodu. Nie prosiłam się o te uszkodzenia samochodu, nie były z mojej winy – po prostu na mnie padło. Naraziły mnie na koszty (telefonu, czasu – przerwanie pracy, żeby spisać protokoły o szkodzie i spotkać się z rzeczoznawcą, przeorganizowanie planów dziadków, żeby zajęli się wnukiem podczas tych formalności). 

 

Po co o tym piszę? 

Nie mamy zaufania do drugiego człowieka. Otaczamy wszystko nakazami, instrukcjami, wytyczamy ścisłe granice, zakładamy z góry, że drugi człowiek ma złe intencje, nic innego nie robi, tylko knuje jakieś niecne plany i jest potwornie głupi. Głupia. 

A to przecież tylko samochód.

 

 

Teraz wyjdźmy z garażu i przejdźmy na spacer do ogrodu…

 

*Prawo jazdy mam od 17 roku życia, czyli miałam je wcześniej niż dowód osobisty.

 


Podobało Ci się? Wesprzyj Kulturę na Czasie na Patronite!

https://patronite.pl/kultura-na-czasie-blog

Może ci się spodobać również...

Brak komentarzy

Zostaw komentarz