inne Lifestyle organizacja poza sceną rozwój

Matka dyrektorka

25 maja 2020

Mamy Dzień Matki, to może słów kilka o dziewczynach na stanowiskach kierowniczych w kulturze. 

Nie wiem, czy są osoby, które już od dziecka mówią, że chciałyby być dyrektorkami instytucji kultury, tak jak się marzy o tym, żeby być fryzjerką, nauczycielką, piosenkarką czy aktorką. Te ścieżki prowadzące do takich instytucji kształtują się, bo uczestniczyłaś w młodości w zajęciach artystycznych, może studiowałaś nauki humanistyczne, albo lubiłaś czytać książki i dużo czasu spędzałaś w bibliotece. Albo jeszcze inaczej? Może to była kwestia przypadku? Ja w przypadki nie wierzę. Jak to było u Ciebie?

Dziewczyny na stanowiskach kierowniczych mają trudniej. Zwłaszcza młode osoby, bo nakłada się jeszcze wiek, a ten może być sposobem dyskryminacji bez względu na płeć. Ale wiadomo – baba. Pokazuje to znakomicie słownictwo, jakim posługujemy się, opisując zachowania. Użycie jest niezależne od płci, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, mówią w ten sposób. Mężczyzna jest stanowczy, kobieta się uparła jak osioł, on zdenerwowany – ona emocjonalna. Dobrze jest zachowywać się po męsku, a bycie jak baba to zachowanie słabe. Decyzje kobiet częściej są podważane, na każdym kroku trzeba udowadniać swoje kompetencje. Język też nie jest łaskawy dla kobiet, które chcą czegoś więcej. Dyrektorka wciąż brzmi mniej dostojnie niż dyrektor. Niektóre zawody nawet nie mają swoich żeńskich odpowiedników. Sheryl Sandberg w książce “Włącz się do gry” ujęła to w ten sposób:

kto nie ma władzy, ten ma końcówki. Ponieważ nikt nie chce być postrzegany jako mniej władny, wiele kobiet odrzuca identyfikację płci, twierdząc, że nie patrzą na siebie jak na kobietę, lecz jak na pisarza, sportowca, zawodowca itp. I mają rację. Nikt nie chce, żeby jego osiągnięcia poprzedzano przymiotnikiem, dookreślano końcówką podkreślającą płeć. Wszystkie chcemy być po prostu rzeczownikiem. Mimo to świat ma w zwyczaju przypominać kobietom, że są kobietami, a dziewczynom, że są dziewczynami.

W ogóle gdy dziewczyna chce zostać liderem – kierownikiem, dyrektorem – często określa się ją jako zarozumiałą i apodyktyczną. Chłopaki nie mają takich problemów, przejęcie wiodącej roli w jakiejś organizacji czy firmie nie jest zaskoczeniem i nikogo nie obraża. Wiesz, że gdy na jedno stanowisko kierownicze startuje kobieta i mężczyzna, jego ocenia się za potencjał, a ją za dotychczasowe dokonania?  Z drugiej strony kobieta wystartuje w konkursie jeśli czuje, że spełnia 100% wymagań, mężczyźnie wystarczy 60%, by spróbować. Możemy to zwalać na karb tego, że dopiero od stu lat możemy głosować, że czynny udział w sferze publicznej to cały czas orka, a nie normalność.

Na to nakłada się jeszcze status instytucji, w której jesteś szefem – dla niektórych ośrodki kultury to wciąż domyślnie zakłady budżetowe, czyli gospodarstwa pomocnicze, a nie samodzielne jednostki. 

Kultura jest kobietą

Ale wracajmy do kobiet. Jesteś dyrektorką instytucji kultury. Jestem ciekawa, jak to wygląda w całej Polsce, bo na Dolnym Śląsku ktoś się kiedyś pokusił o badanie i wyszło, że kobiety stanowią ok. 58% kadry zarządzającej. 

Ciekawe, przynajmniej dla mnie, jest też to, jak postrzegane jest macierzyństwo dyrektorek. Jakiś czas temu środowisko bulwersowało się historią z Milanówka, gdzie pani(!) burmistrz chciała odwołać dyrektorkę centrum kultury za nierealizowanie planów i brak zarządu, w czasie gdy dyrektorka przebywała na urlopie macierzyńskim. To jeszcze raz Sheryl Sandberg:

Bolesną prawdą jest, że jedną z przeszkód na drodze kobiet do zdobycia władzy są czasem inne kobiety, które już tę władzą zdobyły. Kobiety z poprzednich pokoleń wierzyły, i w dużej mierze słusznie, że tylko jedna kobieta w firmie zostanie dopuszczona na wysoki szczebel. W czasach polityki drobnych ustępstw kobiety rozglądały się po pokoju i zamiast jednoczyć się w walce z niesprawiedliwym systemem, często traktowały siebie nawzajem jako konkurencję. Ambicja napędzała wrogość i kończyło się tym, że kobiety ignorowały swoje koleżanki, działały na ich szkodę i kopały pod nimi dołki

Są też dobre historie, jak moja, gdy na wieść o ciąży prezydent zareagowała najcudowniej jak można – wsparciem, przytuleniem i słowami – “będzie dobrze, damy radę”. 

Kobiety-dyrektorki, gdy rodzą dzieci, są wpędzane w ogromne poczucie winy, że zamiast zajmować się rodziną, pracują. Ale w drugą stronę – gdy rezygnują z pracy i całkowicie poświęcają się wychowaniu potomstwa, to z kolei posądzane są o brak ambicji i niemyślenie o przyszłości. Zauważyłaś, że gdy w rozmowach wypływa temat, że jesteś matką, pojawiają się zatroskane pytania, jak radzisz sobie z łączeniem pracy zawodowej z życiem rodzinnym? Jak znajdujesz czas na pracę i wychowywanie dzieci? Nie spotkałam się z takimi pytaniami kierowanymi do mężczyzn. Nikt nie łączy tych dwóch sfer w przypadku ojców, czyżby z założenia radzili sobie tak świetnie, że nie ma o co pytać? 

Zatem jak łączysz obowiązki matki i dyrektorki instytucji kultury? Ja nie łączę – ja dzielę. Nie rozdwoję się, muszę wybierać, czasem z bólem serca. Bo wciąż się zamartwiam, że coś zawalam – albo jako matka, albo jako szefowa. Kobiety wciąż porównują się do innych, choć to bez sensu. A zwłaszcza porównują się do mężczyzn, którzy mimo rewolucji kulturowej mają wciąż mniej obowiązków w domu. W dobie pandemii kobiety mają zgłaszać też mniej artykułów do publikacji, bo np. poświęcają się bardziej niż mężczyźni opiece nad dziećmi (http://naukawpolsce.pap.pl).

 

Co nas ocali? Spokój, wspieranie się zawodowo, partnerski podział obowiązków w rodzinach. Z resztą damy sobie radę. Bo dzieci mamy fajne 🙂

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki!

Zdjęcia: Księżar, B.R.

 

Może ci się spodobać również...

Brak komentarzy

Zostaw komentarz