inne Lifestyle organizacja poza sceną promocja rozwój

Marka osobista w mediach społecznościowych

18 maja 2020

czyli po co mi ten Facebook

Od początku będę uczciwa i powiem, że szlag mnie trafia na obcojęzyczne terminy, na te wszystkie case’y, study, brandingi, contenty. Dlatego uparcie będę pisać o marce osobistej, a nie personal brandingu. 

 

Wiesz, że masz markę osobistą?

Każdy ma. Bo marką jesteś Ty. Ty w otaczającej Cię rzeczywistości. Dlatego nie musisz jej tworzyć, bo ona cały czas istnieje. Cała zabawa polega na tym, żeby być tego świadomym. O ile w tzw. realu dbamy o swój wizerunek – jesteśmy kulturalni, profesjonalni, o tyle świat internetu traktujemy często po macoszemu.

 

Czego nie ma w internecie – nie istnieje. Niektórzy bronią się rękami i nogami, żeby nie zakładać profili w portalach społecznościowych. Pamiętaj – coś za coś. Nie ma Cię w internecie – wypadasz. Kontakty między ludźmi, zwłaszcza w tej chwili, w czasach pandemii, przeniosły się do sfery online. Jeśli nie możemy się spotkać na jednym portalu, czy na jednym komunikatorze, to okaże się w którymś momencie, że jesteśmy taką primadonną technologiczną i tylko z nami trzeba się odrębnie kontaktować. Odechciewa się. To już nie te czasy, że był tylko jeden telefon u sołtysa. Zadbaj o to, żeby był z Tobą kontakt. Tym bardziej, że są możliwości.

 

Marka osobista musi być wiarygodna. Pamiętaj, że ona jest jedna – i marka, i wiarygodność. Dlatego trzeba z nią postępować bardzo rozważnie. Jeśli jesteś osobą, która w życiu codziennym dba o środowisko, jest wrażliwa na los zwierząt, to polubianie postów o nowej kolekcji naturalnych futer jest właśnie taką niekonsekwencją. Tak samo ostrożnie z przekazywaniem niesprawdzonych treści – fake newsów jest mnóstwo, przez publikowanie niesprawdzonych informacji, też łatwo tę wiarygodność stracić. Dorzucam do tego worka prośbę o niestosowanie hejtu, zachowywanie się przyzwoicie, niepopadanie w schematy i jeszcze jedno – czasem lepiej powiedzieć jedno słowo mniej, niż jedno za dużo. W internecie nic nie ginie.

Czy muszę być wszędzie?

Nie musisz być we wszelkich dostępnych mediach społecznościowych, bo jeszcze chodzi o to, żeby dawać radę je prowadzić, czyli zamieszczać regularnie treści i to takie, które będą przyciągać odbiorców. Pokażę to na swoim przykładzie: kreując swoją markę pod nazwą Anka Rudnicka, skupiłam się na Facebooku, gdzie prowadzę profil imienny oraz fanpage Kultura na Czasie, moim numerem dwa jest Instagram, gdzie także prowadzę analogiczne w nazwach dwa  profile. W tym momencie na tyle wystarcza mi czasu. Czy wskoczę jeszcze na inne portale? Nie wykluczam. Ale nie teraz.  

Skupmy się na Facebooku, bo to w tej chwili najpopularniejsze miejsce spotkań w sieci.

Nie masz profilu? To go załóż. Serio. Masz profil? Jak często na mi bywasz? Masz zdjęcie profilowe, z którego da się wyczytać, czym się zajmujesz? Cały czas patrzę na Ciebie z perspektywy tego, że jesteś dyrektorem instytucji kultury. Jesteś profesjonalistą, reprezentujesz kulturę i pełnisz ważną funkcję w swojej społeczności. A teraz jeszcze raz spójrz na swoje zdjęcie profilowe i pomyśl, czy może masz lepiej nadające się do tego, by Cię prezentować. Jeśli prowadzisz kilka mediów społecznościowych, warto żeby zdjęcia były w podobnym tonie, nie muszą być identyczne. Teraz to samo zrób ze zdjęciem w tle. Tak, tam też można ustawić zdjęcie. I warto je podmieniać co jakiś czas.

Informacje o sobie. Ciiiiiszaaaa…  Wstydzisz się, że jesteś dyrektorem biblioteki czy muzeum? Dla mnie to powód do dumy i radości, pracuję w fajnym miejscu i zachęcam tym samym, żeby do niego zajrzeć. Mnóstwo osób trafi do tego miejsca za Twoim pośrednictwem – bo dobrze o nim mówisz, informujesz o inicjatywach, a czasem po prostu dlatego, że ktoś Cię lubi. Kiedy chcesz się zapisać np. do Grupy Kultura na Czasie i Twoje zaproszenie zostaje odrzucone, to wiedz, że stało się to z trzech powodów – nie wypełniłeś formularza i nie zaakceptowałeś regulaminu, Twój profil jest tak prowadzony, że nie wiem, kim jesteś (pseudonim, zdjęcie wiewiórki na profilowym, brak informacji o sobie, wpisy niezwiązane z branżą) i (to najrzadziej) – nie pełnisz funkcji kierowniczej, a taka jest grupa docelowa. Ja naprawdę interesuję się, z kim będę współpracowała. Myślisz, że inni tego nie robią? Pomyśl, ile okazji mogło Ci przepaść, bo nie poświęcasz chwili czasu na sensowne przygotowanie profilu.

Prywatne kontra służbowe

Na pewno gdzieś po głowie krąży Ci pytanie, że przecież profil masz prywatny i czy można łączyć w tym przypadku sprawy zawodowe i prywatne? Przede wszystkim nie można rozpatrywać tego w takich kategoriach. Decydując się na pracę w instytucji kultury, na kierowniczym stanowisku, gdy jesteś osobą publiczną i znaną w lokalnej społeczności, do tego corocznie składasz oświadczenie majątkowe, twoje życie prywatne miesza się z zawodowym. Osoby, które zapraszasz do znajomych lub które proszą o dołączenie do tego grona, to przecież odbiorcy treści. Możesz wspaniale to wykorzystać do informowania o swoich działaniach w pracy (ciekawy koncert, spektakl, spotkanie online, warsztaty, webinary). Z kolei ludziom, którzy polubili Twój profil ze względu na sprawy zawodowe, możesz pokazać, że oprócz pracy masz także ciekawą osobowość, hobby czy sukcesy. Dzięki temu wydasz się bardziej ludzki. To wszystko razem naprawdę może być spójne. Ważne, żeby publikować świadomie. 

Właśnie – a co publikować?

Co chcesz 🙂 W końcu to Twój profil. Zdaj się na swój dobry gust i pamiętaj o zasadach – nie obrażaj, nie trolluj, nie wyśmiewaj, dawaj wartość. Jak to dyrektor.

I na koniec anegdotka o sile marki osobistej w realu. Jakiś czas temu spotkałam dawno niewidzianą przyjaciółkę naszej rodziny, której towarzyszyła koleżanka. Przedstawiając mnie tej koleżance, próbowała wyjaśnić, jakie jest “pokrewieństwo”. Gdyby miała to rozrysować, to wyszłoby coś w stylu “stryjeczny wuj szwagra mojego drugiego męża”, nikt normalny takich rzeczy nie ogarnia. Myślała, myślała i w końcu niemal zakrzyknęła: “To córka Krzyśka”! Naprawdę życzę nam wszystkim takiej marki osobistej. 🙂
I pozdrawiam tatę.

Może ci się spodobać również...

4 komentarze

  • Odpowiedz Wiola 18 maja 2020 at 12:41

    Aniu, ciekawy tekst, dobrze że napisałaś na ten temat, bo jest bardzo newralgiczny, a my(dyrektorzy) cały czas o tym zapominamy, bo mamy coś ważniejszego, a wizerunek „internetowy ” to teraz tak jakby nasz priorytet.
    Ciesze się, ze napisałaś o „lenistwie językowym”, bo już myślałam ze tylko ja nie cierpię wciskania na silę tych zwrotów obcojęzycznych. Warto bardziej się skupić na tym temacie. Przecież w budowaniu naszego wizerunku to, jak się wysławiamy ma ogromne znaczenie!
    Kultura w sieci niestety nie otrzymaliśmy dotacji, ale inne projekty przeszły.

    • Odpowiedz Anka 18 maja 2020 at 20:31

      Dzięki za komentarz.
      Z projektami zawsze szkoda, gdy nie przechodzą. Ale cieszę się, że masz wsparcie z innych źródeł.

  • Odpowiedz Alicja 18 maja 2020 at 17:24

    Właśnie ostatnio dużo się nad tym zastanawiam. Mój profil na FB jest dla mnie profilem prywatnym (choć promuję tam wybrane imprezy naszego Domu Kultury i mam również dalszych znajomych poznanych w DK) – zawodowo staram się sukcesywnie uzupełniać ten na LinkedIn.

    • Odpowiedz Anka 18 maja 2020 at 20:33

      Linkedln to bardzo dobry kierunek. Nie ma jeszcze tylu użytkowników co Fb, ale rozwija się dynamicznie i co ważne – jest nakierowany na relacje zawodowe. Super, że tam działasz. Też mam tam konto, choć jeszcze mocno nad nim pracuję.
      Pozdrawiam serdecznie!

    Zostaw komentarz